czwartek, 12 stycznia 2012

Rozdział 3

Czas płynął niesamowicie szybko. Nim się spostrzegłam mój pokój prawie całkowicie opustoszał. Zostało kilka drobiazgów, trochę ubrań, laptop i kosmetyki. Jutro zakończenie roku a pojutrze wylot. Stresowałam się strasznie. Wczoraj moja klasa dowiedziała się, że ich zostawiam. Było im przykro, widziałam to. Kilka osób nawet płakało. Tego się nie spodziewałam. Siedziałam teraz na parapecie w moim pokoju i myślałam jak będzie tam, w Londynie. Odruchowo zwróciłam głowę w kierunku biurka. No tak. Jeszcze wczoraj wisiała tam korkowa tablica, a na niej najładniejsze zdjęcie chłopaków z 1D. Zawsze na nie patrzyłam, gdy coś mnie trapiło lub miałam gorszy dzień. Oparłam czoło o chłodna szybę. Ktoś delikatnie zapukał do drzwi.
-Proszę.- w drzwiach pojawiła się pani Krysia, a za nią inni sąsiedzi. Zaskoczona ich widokiem zeskoczyłam z parapetu i podeszłam do nich.
-Alexis-zaczęła sąsiadka. Była cudowną kobietą. Czasem pilnowałam jej wnuków.-strasznie nam przykro, że nas zostawiasz, ale twoje miejsce faktycznie jest przy mamie. Więc postanowiliśmy podarować ci ten skromny upominek na pamiątkę po nas. Sara nam doradzała, więc mamy ogromną  nadzieję, że ci się spodoba.-wręczyła mi spore zawiniątko.
-Strasznie państwu dziękuję. Też będę za wami tęsknić.-łzy napłynęły mi do oczu kiedy ściskałam każdego z obecnych.
-No już. Nie płacz. Lepiej otwórz i powiedz co o tym myślisz.-zagadnęła pani Krysia.
Ostrożnie rozdarłam papier. Moim oczom ukazało się moje ukochane zdjęcie 1D. Wyciągnęłam je, po czym okazało się, że pod nim leży koszulka z tym właśnie zdjęciem oraz bluza z napisem na plecach w języku angielskim  : Prywatna maskotka chłopców z 1D, a pod spodem ozdobnym drukiem:  Alexis. Pisnęłam zachwycona prezentem. Rzuciłam się pani Krysi na szyję.
-Dziękuję! Dziękuję! To jest cudowne! Pojadę w tym do Londynu!- nie mogłam opanować emocji. Uściskałam ich wszystkich po kolei, a potem odprowadziłam do wyjścia. Kiedy zamknęłam drzwi ruszyłam w kierunku pokoju Sary, bo wiedziałam, że to dzięki niej. Zapukałam do drzwi i delikatnie je otworzyłam. Udawała, że czyta gazetę, tylko nie zwróciła uwagi, że trzyma ja do góry nogami.
-Sara?
-Myhym?
-Ciekawy ten artykuł?-zapytałam powstrzymując śmiech.
-Bardzo. O czekoladzie.-uśmiechnęła się.
-Jak chcesz udawać to przynajmniej gazetę odwróć!-parsknęłam i rzuciłam się jej na szyję.-Dzięki. To jest cudowne!
-Wiedziałam, że ci się spodoba.
-Jesteś kochana.-szepnęłam i otarłam łzę. Usiadłam obok, a Sara złapała mnie za rękę. Ścisnęła ją, a ja odwzajemniłam uścisk.
-Gotowa na jutrzejszy dzień?
-Nie bardzo.
-Lexia-zawsze tak do mnie mówiła kiedy chciała dodać mi otuchy-wiem, że nie łatwo tak wszystko zostawić, ale tam czeka na ciebie mama. I zawsze możesz do mnie zadzwonić, napisać, a nawet wrócić czy po prostu odwiedzić. Zawsze będzie czekał tu na ciebie pokój.-mówiła, a wielkie łzy płynęły jej po policzkach.-Lexia, kocham cię.
Nigdy mi tego nie mówiła. Pomyślałam o tym ostatnim roku i rozpłakałam się jak mała dziewczynka. Nie chciałam tego zostawiać, ale tam czekała mama  i lepsze życie. Wiedziałam to doskonale. Ale ciężko było pomyśleć o tym, że to jeden z ostatnich dni w Warszawie. Jeden z ostatnich w Polsce.
-Też cię kocham. Będę bardzo tęskniła.
Kobieta przytuliła mnie jeszcze mocniej. Nie wiem kiedy usnęłam, ale obudził mnie cichy dźwięk budzika Sary. Leżałyśmy na jej łóżku. Sięgnęłam po zegarek. Wyłączyłam alarm i spojrzałam na godzinę. 6.45. Czas wstać i przygotować się na ostatni dzień w szkole. Na ostatnie spotkanie ze znajomymi, nauczycielami. Cichutko podniosłam się i szturchnęłam ciotkę. Nie reagowała. Spróbowałam znów. To samo. Bez pożądanego skutku.
-Sara!-krzyknęłam. Kobieta zerwała się jak oparzona. Wpadłam w histeryczny śmiech podobny do małpy z kreskówek o atomówkach.-Nareszcie.-wykrztusiłam.
-Nie rób tak więcej.-zbeształa mnie na dzień dobry.-Która godzina?
-Za piętnaście siódma. Łazienka czy kuchnia?
-Łazienka.
-Ok. Kawa?-skierowałam się w stronę kuchni.
-Yhym. Mocna. I tosty.
-Się robi szefie.-zaśmiałam się i zaczęłam przygotowywać śniadanie. Po niespełna 35 minutach wydarłam się, że śniadanie gotowe i poszłam do pokoju przygotować ubranie. Wygrzebałam z szafy białą sukienkę i czarny sweterek. Weszłam do łazienki i zaczęłam się ogarniać. 40 minut później stanęłam w kuchni gotowa do wyjścia. Fryzura, makijaż, ubranie. Wszystko perfekcyjnie. Sara spojrzała na mnie z nad swojego tosta z serem i powiedziała:
-Wyglądasz zabójczo!
Uśmiechnęłam się. Wypiłam herbatę i zjadłam kanapkę. Godzinę później stałam już przed szkolną bramą.

*********************************************************************************
Siemeczka słonka ! . Przepraszam za tą przerwę, ale kompletny brak czasu. Szkoła i dom i tak w kółko. Ale daję radę . Ferie się zaczynają to myślę, że częściej rozdziały, o ile tego chcecie. Podpowiem, że w rozdziale 6 pojawią się chłopcy, a już w rozdziale 5 Alex wylatuje do Londynu. Jak myślicie, w jakich okolicznościach pozna chłopców? Czysty przypadek czy zaplanowane spotkanie? Czy między nią a panami coś zaiskrzy? Czekam na opinie, bo inaczej kasuję bloga. Buziaki.
Lex_<3