niedziela, 18 marca 2012

Rozdział 36

Weszłam do łazienki i cichutko zamknęłam drzwi. Nie przekręciłam klucza w zamku, ponieważ byliśmy w domu tylko we dwoje. Odkręciłam wodę i zamknęłam odpływ w wannie. Nalałam mojego ukochanego, czekoladowego płynu do kąpieli i zrzuciłam kostium. Rozsiadłam się wygodnie w ciepłej wodzie i zamknęłam oczy. Przez moją głowę przelatywały najważniejsze sceny od dnia w którym poznałam chłopców. Nasze wspólne wygłupy, spędzone wieczory, maratony filmowe. Zawsze wygłodniały blondynek z przeuroczym, krzywym uśmiechem. Zwariowany, brązowowłosy żartowniś, po uszy zakochany w Harrym. Przejmujący się swoim wyglądem, niezwykle wrażliwy Pakistańczyk. Poważny, odpowiedzialny i kreatywny Tatuś. I on. Zielonooki chłopak z kręconą czupryną. Bardzo delikatny, zakręcony, czasem trochę zagubiony. I do granic możliwości kochający i pozwalający kochać siebie. Harry. Mój Harry. Pomyślałam, że mogę go stracić. Co ja bym zrobiła? No co? Załamałabym się. Po prostu. Nie umiem bez niego żyć. Poczułam, że coś mokrego spływa mi po twarzy. Nic dziwnego, w końcu byłam w wannie wypełnionej wodą. Ale piekły mnie oczy. Cholera, znów się rozkleiłam? Stałam się przewrażliwiona. Coraz częściej płakałam. Najczęściej z błahych powodów. Woda powoli zaczęła robić się zimna. Rozległo się ciche pukanie.
-Alex? Wszystko w porządku?-Harry był lekko przestraszony.
-Tak. Stało się coś?-zapytałam.
-Martwiłem się. Tak długo nie wychodzisz.-w jego głosie można było usłyszeć wielką ulgę.
-Wejdź na chwilę.-rzuciłam.
Drzwi otworzyły się powoli. Chłopak wetknął głowę do środka. Skinieniem ręki pokazałam mu, żeby podszedł. Niepewnie wszedł i kucnął przy wannie. Nie zważając na to czy zobaczy mój biust czy też nie, objęłam jego twarz dłońmi i przysunęłam do swojej. Uśmiechnęłam się lekko i pocałowałam go. Wymienialiśmy między sobą nasze uczucia. Języki splatały się i rozplatały przekazując swoją energię. Zrobiło mi się gorąco choć woda była zimna. Harry oparł czoło o moje i nieznacznie się uśmiechając zapytał:
-Czemu zawdzięczam ten nagły wybuch uczuć?
Zamiast odpowiadać objęłam jego szyję rękami i przytuliłam się do niego na tyle, na ile pozwalała mi krawędź wanny.
-Aniołku, chyba to słońce ci troszkę zaszkodziło.-wymamrotał.
-Zdecydowanie. Tyle, że nie słońce a Słoneczko.
Odsunął się ode mnie i rzucił:
-Ty też tak na mnie działasz. Ubierz się i zejdź na dół.-wstał, zamachał palcami i wyszedł.
Westchnęłam. Odblokowałam odpływ i sięgnęłam po mój ręcznik. Wytarłam się, nasmarowałam ciało masłem kokosowym i wciągnęłam na siebie bieliznę. Złapałam ubrania które leżały na wierzchu. Dresy Harrego, które były na mnie sporo za duże i podkoszulkę Lou. Niech będzie. Wyglądałam wprost fenomenalnie. Nie ma co. Szary dres+koszulka w czerwone paski=idealne połączenie. Normalnie wyższa matematyka. Pani Wołosz byłaby ze mnie dumna.
-Kretynka.-szepnęłam do swojego odbicia w lustrze.
Nie chcąc na siebie dłużej patrzeć wyszłam z łazienki i powędrowałam do salonu. Harry leżał na kanapie i patrzył na jakiś teleturniej. Starałam się wejść jak najciszej, ale ledwie przestąpiłam próg skrzypnęła deska w podłodze. Cholera.
-O już jesteś.-chłopak uśmiechnął się.-Chodź do mnie.-poklepał kanapę.
Uśmiechnęłam się i podeszłam do niego.
-Czy to ma mi dać do zrozumienia, że nie masz w czym chodzić?-lekko pociągnął nogawkę spodni śmiejąc się.-Widzę, że nawet garderoba Lou nie uszła twojej uwadze.-nawinął na palec skraj koszulki.-W takim razie bezapelacyjnie muszę cię zabrać na zakupy i kupić coś do ubrania.
Patrzyłam na niego spode łba.
-Ależ jesteś zabawny.-zrobiłam urażoną minę.
-Oj, no już, nie złość się kochanie.-złapał mnie za biodra i przyciągnął do siebie. Upadłam na niego, a nasze twarze dzieliły centymetry.-A swoją drogą, wyglądasz w tym doprawdy przeuroczo.
-Kretyn.-rzuciłam i położyłam się obok niego na kanapie.
Złapałam pilota i zaczęłam zmieniać kanały w telewizji. W końcu trafiłam na popołudniowe wydanie wiadomości. Młodziutka, najwyżej 20-letnia prezenterka zaczęła właśnie mówić o chłopakach. Na ekranie pojawiły się zdjęcia z TESCO i jakiejś galerii handlowej.
Dziś widziano chłopców z zespołu One Direction w kilku sklepach. Robili zakupy i rozdawali fanom autografy. Jednak, ku zaskoczeniu wszystkich, nie było z nimi najmłodszego członka zespołu, Harrego Stylesa. Kiedy jedna z fanek zapytała Louis'ego Tomlinsona, gdzie też podziewa się zguba, chłopak uśmiechnął się tajemniczo i odparł: Harry został w domu. Ale nie martw się, ma doskonałą opiekę.
Dziewczyna natychmiast zapytała czy z Harrym wszystko w porządku. Roześmiany Louis zawołał pozostałych chłopaków i powtórzył im pytanie dziewczyny. Chłopcy uśmiechnęli się zagadkowo i Niall Horan odpowiedział: Raczej nie. Delikatnie mu odbiło. I śmiejąc się wniebogłosy podpisali zdezorientowanej dziewczynie płytę i odeszli. Czyżby chłopcy coś ukrywali? A może Harry był zajęty czymś lub kimś innym? Czekamy na informacje.
Milczałam patrząc w ekran.
-Mi odbiło?! Mi?! Niechno ja ich tylko dorwę, to im nogi z tyłków powyrywam!-darł się jak opętany.
-Wiesz, nie chciałabym stracić słuchu jeszcze przed dwudziestką.-rzuciłam zatykając ucho.
-Przepraszam.-mruknął i przytulił się do mnie.
Zrobiło mi się go szkoda. Odwróciłam się przodem do niego i pocałowałam go w nos.
-Nic się nie stało. Czemu się tak wściekasz?-zapytałam głaszcząc go po policzku.
-Nie wiem. W sumie to mi odbiło. A raczej oszalałem.-patrzyłam na niego wyczekująco.-No wiesz, z miłości do ciebie.
Uśmiechnęłam się widząc jego zakłopotaną minę.
-Oj Hazik.-cmoknęłam go w usta.
On wykorzystał moment i zaczął mnie całować. Zaczęło robić się bardziej namiętnie. Złapał mnie pod kolanem i podciągnął moją nogę do góry. Teraz leżała na jego biodrze. Nie miałam pojęcia, która jest godzina. Całowaliśmy się tak zapamiętale, że nie zauważyliśmy kiedy chłopcy weszli do domu. Dopiero gdy usłyszeliśmy głos Zayna, który sprzeczał się o coś z Niallem opamiętaliśmy się i zaczęliśmy udawać, że śpimy wtuleni w siebie. Chwilę później usłyszeliśmy głos blondyna:
-Mówiłem, że będą spali?! Mówiłem!
-Czego się drzesz, kretynie jeden!-zgromił go Zayn.
-Bo miałem rację!-Niall wyraźnie triumfował.
-Cicho bądźcie bo ich obudzicie.-Liam uciszył towarzystwo.-Jezu, jak słodko wyglądają.
-Ej, dzwoniła Ana, że właśnie wylądowała. Ktoś musi po nią jechać.-Lou musiał wejść do salonu bo skrzypnęła ta przeklęta deska.-Kto się pisze?
Otworzyłam oczy i podniosłam głowę.
-Na co?-zapytałam.
-O, cześć Mała. Obudziłem cię?-Louis uśmiechał się od ucha do ucha.
-Nie.-wyplątałam się z ramion Hazzy.-Więc na co?-powtórzyłam pytanie.
-Twoja mama właśnie wylądowała i trzeba po nią pojechać.
-O, świetnie.-wyszczerzyłam się.-Obudzę go i pojedziemy.
Szarpnęłam Loczka. Otworzył "zaspane" oczy i ziewnął rozdzierająco. Był bardzo przekonujący.
-Ym?-mruknął.
-Pojedziemy po mamę na lotnisko?-zapytałam patrząc znacząco.
-Tak. Już wstaję.-przeciągnął się.
-Jak to zrobiłaś? On nigdy tak szybko nie wstaje...-Liam był pod ogromnym wrażeniem.
Zostawiłam to bez komentarza. Zeszłam z kanapy, a Harry za mną. Objął mnie ramieniem i poszliśmy na górę. W pokoju ubrałam się w sukienkę w drobne kwiatki i założyłam baleriny. Włosy rozpuściłam, a na nos założyłam okulary przeciwsłoneczne. Zbiegłam na dół. Harry już czekał przy drzwiach.
-Gotowa?-kiwnęłam głową.-To w drogę.
Wyszliśmy na zewnątrz i wsiedliśmy do samochodu Loczka.
-Jaką piosenkę lubisz najbardziej?-zapytał odpalając i wrzucając wsteczny, żeby wyjechać z podjazdu.
-No cóż. Całkiem sporo ich jest. A czemu pytasz?-spojrzałam na niego.
-To ja wybiorę.-uśmiechnął się i położył dłoń na moim nagim kolanie.-Dobrze?-przytaknęłam.-W takim razie...-zamyślił się.-O mam. The light shines...-zaczął śpiewać.
-Skąd wiedziałeś?-przykryłam jego dłoń swoją.
Nie odpowiedział, tylko dalej śpiewał. Kiedy dotarł do refrenu przyłączyłam się:
-Under the lights tonight turned around and you stole my heart...-spojrzeliśmy na siebie.
Nasze głosy idealnie współgrały. Śpiewając wciąż ten sam fragment dotarliśmy na lotnisko. Dostrzegłam mamę w tłumie fotografów i reporterów. Zaparkowaliśmy kilkanaście metrów dalej.
-Idziemy?-zapytałam.
-Gotowa na spotkanie z padlinożercami?
Uśmiechnęłam się i kiwnęłam głową. Chłopak odpowiedział uśmiechem i wysiadł. Przeszedł przed maską czarnego Range Rovera którym przyjechaliśmy i otworzył mi drzwi.
-Gentelman...-gwizdnęłam lekko.
Podał mi rękę, a ja chwyciłam ją i wyskoczyłam na chodnik.
-Jak sarenka.-skwitował.
-Wariat.-cmoknęłam go w usta.
-Chodź.-splótł palce z moimi i powoli, uśmiechając się, ruszyliśmy w kierunku fotografów.-Alex, cokolwiek by się nie działo, nie odpowiadaj na ich pytania. Proszę cię.
-Jasne.-ścisnęłam jego dłoń.
W tej chwili zauważyła nas mama i delikatnie pomachała. Natychmiast chmara dziennikarzy rzuciła się na nas. Zaczęli coś wykrzykiwać. Harry objął mnie ramieniem i szepnął:
-Uśmiechaj się. Wszystko będzie dobrze.
Podeszliśmy do mamy.
-Cześć skarbie.-przytuliła mnie i pocałowała.
-Cześć.-odparłam.
-Hej An.-Harry przytulił ją.
-Witaj miłości mojej córki.-rzuciła.-Zabieramy się stąd?
-Jasne.-Harry schylił się po jej torbę.
Jeden z dziennikarzy złapał mnie gwałtownie za rękę. Krzyknęłam. Hazza natychmiast odwrócił się i spiorunował mężczyznę wzrokiem. Facet wycofał się mrucząc przepraszam. 
-Wszystko w porządku?-popatrzył na mnie z troską w oczach. Skinęłam głową.-Dobrze. Trzymaj się mnie.
Złapał mnie mocno za rękę i pociągnął do samochodu. Otworzył mi drzwi. Wgramoliłam się na siedzenie, a on zamknął drzwi i pokazał palcem guzik blokujący. Bez słowa wcisnęłam go. Mama i Harry stali tuż obok moich drzwi, więc dokładnie słyszałam co mówili. Na wszelki wypadek minimalnie uchyliłam szybę.
-Przepraszam, Panie Styles, kim jest ta dziewczyna?-zawołał gruby blondyn.
-Proszę zostawić Harrego w spokoju. W czym mogę państwu pomóc?-mama jak zwykle broniła bliskich.
-Kim jest ta dziewczyna?-powtórzył grubasek.
-To moja córka i przyjaciółka chłopców.-wyjaśniła chłodno.
-Czy to ta sama dziewczyna z którą widzieliśmy Louis'ego?-padło następne pytanie.
-Owszem.-rzuciła mama bezbarwnym głosem.
-Panie Styles. Skoro to dziewczyna pana przyjaciela, czemu widzieliśmy was w tak dwuznacznej sytuacji i czemu to pan jest tu dzisiaj?
-Prosiłam, żeby dać Harremu spokój.-zaczęła mama.
-Chwileczkę.-przerwał jej Harry.-Ano, pozwól, że odpowiem panu na to pytanie.-spojrzał na mamę a potem na dziennikarzy. To nie wróżyło nic dobrego.-Drodzy państwo, kto powiedział że panna Waver jest dziewczyną Louis'ego?-przez zebranych przeszedł szmer.-Właśnie, państwo. A to nieprawda.-puknął w szybę dając mi znak żebym odblokowała drzwi. Zrobiłam co mi kazał, a on rzucił.-Proszę zrobić krok do tyłu.-otworzył drzwi, podał mi rękę i szepnął-To teraz świat pozna naszą tajemnicę złotko.-gdy już stałam obok niego zwrócił się do dziennikarzy.-Drodzy państwo, moje kochane i niezastąpione fanki. Przedstawiam wam moją dziewczynę. Alexis.-uśmiechnęłam się nieśmiało, a on objął mnie ramieniem i przytulił.
Natychmiast zewsząd zaczęły błyskać flesze. Zrobiło mi się duszno. Już widziałam jutrzejsze nagłówki gazet. Harry ma dziewczynę! , Dziewczyna Stylesa i tak dalej...
-Przepraszam! Przepraszam panno Waver!-młoda brunetka machała do mnie.-Mogłaby pani nam powiedzieć, jak to jest być dziewczyną samego Harrego Stylesa z One Direction?
Spojrzałam niepewnie na Hazze.
-Śmiało.-uśmiechnął się ciepło.
-No więc.-zaczęłam.-To tak samo, jak być dziewczyną zwykłego, szarego nastolatka. Harry jest normalnym, ciepłym, kochającym i troskliwym facetem. Ja nie widzę w nim, jak to pani pięknie ujęła: Samego Harrego Stylesa Z One Direction. Ja widzę w nim zwykłego chłopaka, który, jak każdy na tym świecie, chce kochać i być kochanym. Widzę po prostu mojego Harrego.
Kobiecie, Haroldowi, mamie i wszystkim pozostałym opadły szczęki. Uśmiechnęłam się z satysfakcją. Pierwszy otrząsnął się rudy, wysoki facet.
-Panno Waver, może nam pani zdradzić, jak udało się pani rozkochać w sobie Harrego?
-To jest nasza prywatna sprawa. Jeśli mogę coś jeszcze dodać. Chciałabym, żeby wszyscy uwierzyli w to, że nie jestem z Harrym tylko dla jego sławy, pieniędzy czy dla własnej korzyści. Moja mama również nie ma z tym nic wspólnego. Kocham Harrego jako Harrego, a nie jako Harrego z One Direction.
-A co ma pani do powiedzenia fankom zespołu?-chuda blondynka z grubą warstwą tapety na twarzy świdrowała mnie wzrokiem.
-Drogie dziewczyny. Ja też kiedyś byłam tylko ich fanką. Nigdy nawet nie marzyłam o tym, że mogę ich spotkać, ponieważ nie jestem rodowitą Brytyjką. Ale mi się udało. Z małą pomocą mamy, ale się udało. I udało mi się znaleźć szczęście i miłość przy boku najcudowniejszego faceta na świecie. Nie poddawajcie się. Reszta zespołu nadal jest wolna.-uśmiechnęłam się.-A teraz bardzo państwa przepraszamy, ale chcielibyśmy wrócić do domu.
Po tych słowach odwróciłam się i wsiadłam do auta. Mama i Harry zrobili to samo. Zanim ruszyliśmy otworzyłam jeszcze okno i rzuciłam:
-Naprawdę bardzo miło było mi państwa poznać. Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze się spotkamy.-posłałam im najładniejszy uśmiech na jaki potrafiłam się zdobyć.-Do widzenia.
Zamknęłam okno i odetchnęłam, a Harry ruszył z piskiem opon.
-Jestem pod wrażeniem.-odezwał się gdy stanęliśmy na światłach.-Genialnie sobie z nimi poradziłaś! Jak na pierwszy raz.-pokiwał z uznaniem głową i pocałował mnie w usta.
-Zawsze byłam odważna i wygadana.-uśmiechnęłam się.
-I niezwykle skromna.-uzupełniła mama z tylnego siedzenia.-Ale jestem z ciebie dumna. Skasowałaś ich. Chyba zostaniesz rzecznikiem prasowym zespołu.-puściła oczko do Harrego.
-Jasne. Nabijajcie się dalej. Ja wam jeszcze pokażę.-odgrażałam się.
-Co?-zainteresował się chłopak.
-Język.-mama odpowiedziała za mnie.
-Zabawne.-naburmuszyłam się.
-Poczekaj aż chłopcy dowiedzą się jak zabiłaś ćwieka tym hienom.-Harry wręcz promieniował dumą.-I to moja mała Alex. Mój Aniołeczek.-pogłaskał mnie po kolanie.
-I moja córeczka.-mama dopowiedziała swoje.
-Poczekam.-mruknęłam.
Zapatrzyłam się w mijane za oknem drzewa i domy. Reszta podróży minęła nam w milczeniu. Tylko Harry nucił Stole my heart od czasu do czasu zerkając na mnie.

*********************************************************************************
Witajcie dobre kobiety. No i jest 36. Długi jakiś mi wyszedł. Ale co tam. Niech stracę. A może zyskam? Nm. Dziękuję oczywiście za wejścia i wgl, ale widzę coraz mniej aktywnych komentatorów. Czy to ma znaczyć, że przestajecie czytać? Mam się smucić? Kurczę , znów chciałabym zobaczyć w statystykach posta : 16 komentarzy 150 wejść. Nawet taka okrąglutka 10 by nie zaszkodziła. A to co piszecie jest naprawdę bardzo przyjemne i aż mi się japeczka cieszy do monitora i latam do mamy jak głupia i krzyczę: Ona powiedziała, że to jest świetne ! A tamta chce kolejny rozdział ! Podoba im się ten chłam ! A sąsiedzi myślą czy nie zadzwonić po karetkę z kaftanem... Ech... No cóż, może kiedyś jeszcze ujrzę to cudne 10. A widząc na innych blogach takie piękne 47 komentarzy to aż mnie coś kręci w środku i zastanawiam się czy ja kiedyś bd miała szansę zobaczyć to u siebie . A i ja wam powiem coś. Wiem już jak wyglądała noc Alex i Hazzy, a wy nie wiecie ! . I się prędko nie dowiecie xd żartuję. A może nie? No cóż. Mam jednak pewne odczucia w stosunku do tamtego rozdziału. Wydaje mi się, że możecie czuć lekki niedosyt, ale potem dzieją się naprawdę dziwne rzeczy... Nie mnie to oceniać. Poczekam na wasze opinie. I ostatni raz proszę, komentujcie. Dla was kilka sekund lub minut, a dla mnie wielkie znaczenie. Buziaki. Lex :*