środa, 22 lutego 2012

Rozdział 30

Ogród tonął w świecach, kwiatach i owocach. Wyglądał wprost niesamowicie.
-Harry, to jest piękne! Dziękuję!-przytulałam się do niego.
-Wiedziałem, że ci się spodoba.-pocałował mnie w czoło.-Chodź, idziemy się bawić.
Szybko przywitałam się z gośćmi, podziękowałam za to, że przyszli i zaczęłam się bawić. Tańczyłam, piłam i plotkowałam. W tańcu pozwalałam Harremu na bardzo wiele. Źle się z tym czułam, ale starałam się to ukryć. W końcu był po kilku, no może kilkunastu albo i kilkudziesięciu, głębszych. Kolejna piosenka, kolejny taniec. Czułam na sobie zaniepokojone spojrzenie Lou. Dalej udawałam, że jest w porządku. Hazza dotykał mnie i traktował tak, jakby chciał pokazać wszystkim, że jestem jego. Nagle koło nas wyrósł Louis. Delikatnie przepchnął Harrego i rzucił:
-Przepraszam skarbie, odbijany.
-Jasne. Tylko odstaw mi ją spowrotem.-wybełkotał Loczek.
-Oczywiście.-przytulił mnie.-Alex, co jest grane? Przecież widzę, że nie jest ok. Czemu to robisz?-pytał.
Mało brakowało i moje fatalne samopoczucie dałoby o sobie znać, ale postanowiłam nadrobić to nieszczerym uśmiechem.
-Wszystko jest ok, Lou. Naprawdę.
-Alex...
-Nie Lou.-przerwałam mu.-Naprawdę. Przepraszam, ale muszę do łazienki.
Cmoknęłam go w policzek i szybko przeciskałam się między tańczącymi. Musiałam dostać się na górę. Jak najszybciej. Byłam już prawie w środku, gdy ktoś złapał mnie za łokieć.
-Alex! Świetna impreza. Masz cudownych znajomych.-lekko wstawiona Bails przytuliła mnie.-Wszystkiego najlepszego złotko!
-Dzięki, Bails.-cmoknęłam ją w policzek.-Sorry, ale muszę do toalety.
-Ok.-zaśmiała się.-Rozumiem. Leć.
Uśmiechnęłam się do niej z wdzięcznością.
-Paa.-zaszczebiotała i poszła do Rails.
Odetchnęłam z ulgą i biegiem ruszyłam w stronę schodów. Wbiegłam na górę, weszłam do pokoju i usiadłam na łóżku. Podciągnęłam kolana pod brodę i sięgnęłam po telefon. Sprawdziłam godzinę i odłożyłam go na szafkę. Po co to robię? Po co? Czemu się tak szmacę? Jeśli będzie chciał to i tak mnie zostawi. Jestem beznadziejna...
-Jesteś największą szmatą ze wszystkich chodzących po tej planecie Lex.-rzuciłam do siebie z pogardą.
Przetarłam oczy, które zaczęły mnie szczypać.
-Zwykłą szmatą, która nie zasługuje na Harrego.
Pewnie nawtykałabym sobie jeszcze trochę, gdyby nie pukanie do drzwi.
-Mogę?-Louis wepchnął swoją jakże foremną czaszkę do środka.
W odpowiedzi pokiwałam potakująco głową. Wszedł i zamknął drzwi. Usiadł obok mnie, a ja, sama nie wiem czemu, po prostu wtuliłam się w jego szerokie ramiona. Zaskoczyłam go, ale po chwili już mnie obejmował i głaszcząc po włosach szeptał:
-Alex, co się dzieje? Harry ci coś zrobił? Mam mu zrobić krzywdę? Powiedz mi. Bratu chyba powiesz?
Wyswobodziłam się z jego uścisku i milcząc usiadłam naprzeciw niego. Obiecałam sobie, że się nie popłaczę. Zacisnęłam dłonie w pięści i podniosłam głowę. Spojrzałam mu w oczy.
-Jestem beznadziejna Lou.-wyrzuciłam na jednym oddechu.
-Nie mów tak.
-Ale to prawda.-bezradnie pokręciłam głową i rozluźniłam dłonie.
-Czemu tak uważasz?-zapytał łapiąc mnie za rękę.
-Bo wciąż pozwalam Harremu na tak dużo. Ciągle daję mu zielone światło.
Chłopak popatrzył na mnie z uwagą.
-Zauważyłem. Czemu to robisz? Przecież oboje wiemy, że nie chcesz.
-Bo go kocham Louis. Cholernie go kocham i boję się, że go stracę.-szeptałam.-Boję się, że będzie się mną brzydził. Widziałeś, w tedy, przy oficerze. Boję się, że nie będzie mnie chciał.-spuściłam wzrok.
-Alexis.-podniósł moją głowę wyżej, więc musiałam na niego spojrzeć.-Jeśli cię kocha, to zrozumie, że nie można pójść aż tak daleko, jeśli się kogoś zna zaledwie 2 tygodnie. Powinien dać wam czas. Nawet nie byliście na prawdziwej randce. Chyba czas to zmienić, Mała.
Uśmiechnęłam się.
-Lubię, gdy mówisz do mnie "Mała".-powiedziałam usiłując odwrócić jego uwagę od moich, bardzo przeszklonych już, oczu.
-W takim razie jutro zabieram Harrego na cały dzień. Zostawiam cię z chłopakami i mamą. Znajedziecie sobie rozrywkę, a ja pogadam z nim o...
Jego mini monolog przerwał dźwięk przychodzącego smsa.
-Przepraszam.-sięgnęłam po aparat. Odczytałam wiadomość i powiedziałam-W takim razie zostawisz mnie tylko z chłopakami.
-Jak to?-zapytał lekko zdziwiony.
-Przeczytam ci.-wciągnęłam powietrze.-Córeczko, przepraszam, że nie osobiście, ale muszę cię pożegnać. Zadzwonili do mnie z wytwórni i powiedzieli, że jeśli chcę załatwić 1D trasę po Europie, to za 3 godziny muszę lecieć do Rzymu. Wracam za tydzień. Mam nadzieję, że sobie poradzicie. Przekaż chłopcom. Dbaj o nich i powiedz Lou, że jest za wszystko odpowiedzialny, aż do mojego powrotu. Buziaki, mama.
-No to na tydzień zostaję ojcem, bratem, kumplem, kucharzem, matką i przyjaciółką. Ekstra.-wyszczerzył się w uśmiechu.
-Louis idioto.-zaczęłam się śmiać.-Z kucharzenia mogę cię zwolnić.
-Alex, córeczko. Jutro zostawiam cię pod opieką Liama, Zayna i Nialla. Zabieram Harrego na męski wypad.-oznajmił poważnym tonem.
Niemal sikałam ze śmiechu widząc tę powagę.
-Pod warunkiem, że Hazza będzie w stanie.-śmiałam się.-Louu...
-Mówię poważnie. Jeszcze wszystko naprawimy. A teraz chodź już na dół, bo zaczną się o nas martwić i wyobrażać sobie Bóg wie co.-pociągnął mnie do drzwi.
-Louis?
-No?
-Dzięki braciszku. Jesteś cudowny.-przytuliłam się do niego.
-Wiem. Chodź. Idziemy pić.
Zeszliśmy na dół i wyszliśmy na taras. Harry spał na leżaku w kącie ogrodu. Podeszłam, przykryłam go kocem i pocałowałam w policzek.
-Mrym...ym...my...-wymamrotał.
-Śpij skarbie.-pogłaskałam go po lokach i odeszłam.
Stanęłam na brzegu basenu i krzyknęłam:
-No to się zabawmy! Zayn, muzyka!-spojrzałam na przyjaciela.
Pstryknął palcami i za chwilę z głośników popłynęły pierwsze takty "Danca Bonito" Narcotic Sound i Christiana D.
-O tak.-mruknęłam.-Łuuł!-pisnęłam i wskoczyłam do basenu.
Impreza trwała do jakiejś 2 w nocy. Przynajmniej do tego momentu jeszcze kontaktowałam. Niewiele pamiętam z samego wieczoru, poza tym, że sporo wypiłam i doskonale się bawiłam. Szalałam z Lou i Amber, bo Cath, tak jak Harry, zaliczyła zgona. Było cudownie.
Rano obudziłam się z okropnym bólem głowy. Powoli otworzyłam oczy i zobaczyłam dookoła mnie małe, żółto-zielone kafelki.
-Gdzie ja do ciężkiej cholery jestem?-spróbowałam usiąść, ale coś skutecznie mi to uniemożliwiało.-Nie to nie.-mruknęłam.-Pali się!-wrzasnęłam.
Dalej nic. To co mnie przygniatało tylko się poruszyło. Spróbowałam zobaczyć co to. Zaczęłam manewrować głową i szyją. Po chwili zobaczyłam czarną dłoń z błękitnymi paznokciami.
-Amber!-krzyknęłam.-Złaź ze mnie!
Zebrałam całą siłę i szarpnęłam się do góry. Am spadła ze mnie z cichym plaskiem. Nawet nie drgnęła.
-Boże, ileś ty wypiła...
Przeciągnęłam się i pomasowałam skronie. Ból głowy był potworny. Rozejrzałam się i ze zdziwieniem stwierdziłam, że jestem w drugiej łazience, tej na dole. Wstałam, przeszłam nad śpiącą Amber i podeszłam do lustra. Byłam blada, włosy sterczały mi na wszystkie strony. Obmyłam twarz, zarzuciłam na kostium szlafrok należący do Liama i poszłam do kuchni. Pod oknem leżał Niall przytulony do Dominique, która po części leżała na Zaynie. Natomiast Zayn wtulał się w plecy Jacquelin. Istna komedia. Wyciągnęłam z szafki aspirynę, wzięłam jedną tabletkę i popiłam wodą. Resztę zostawiłam na stole dla pozostałych imprezowiczów. Poszłam na górę i po kolei zajrzałam do każdego pokoju. Wszędzie pusto. Z sypialni zabrałam ubranie i poszłam się wykąpać. Kiedy już doprowadziłam się do porządku wróciłam do kuchni. Nalałam do szklanki soku i wypiłam duszkiem. Wyjęłam z lodówki butelkę wody i wzięłam tabletkę aspiryny. Wsadziłam ją do kieszeni dresowej bluzy Harrego, którą to miałam na sobie. Sprawdziłam czy reszta towarzystwa z kuchni śpi i poszłam na mały obchód. Oprócz czwórki w kuchni i Amber w łazience znalazłam jeszcze Cathlin w korytarzu, Liama i Lou w salonie oraz Devyna w jadalni. Wyszłam na taras. Odetchnęłam głęboko i rozejrzałam się po ogrodzie, który teraz wyglądał koszmarnie. Czekała mnie masa sprzątania. Zerknęłam w stronę leżaków, bo coś mi świtało, że właśnie tam zostawiłam Harrego. Faktycznie, był tam. Spał zawinięty w koc. Podeszłam i usiadłam obok niego. Musiałam go stąd zabrać, bo nie powiem, żeby na dworze było ciepło.
-Hej Harry, wstawaj.-szepnęłam łagodnie.
Poruszył się, ale nie otworzył oczu.
-Harry.-szepnęłam mu wprost do ucha.
Tym razem zero reakcji. Westchnęłam i pocałowałam go w policzek. Drgnął. Poprawiłam koc i ruszyłam w stronę domu. Pamiętałam, że reszta rozjechała się do siebie taksówkami. Już miałam wchodzić do środka, gdy usłyszałam:
-Alex?
Odwróciłam się do Hazzy i uśmiechnęłam. Podeszłam do niego i widząc jego zbolałą minę usiadłam obok.
-Masz.-podałam mu butelkę i tabletkę.
-Boże dziękuję za tak wspaniałą dziewczynę.-wymamrotał i połknął lek.
-Wyspałeś się?-zapytałam głaszcząc go po twarzy.
-Nie.-rzucił.
-Zmarzłeś.-powiedziałam dotykając jego lodowatego ramienia. Opatuliłam jego drżące ciało szczelniej kocem.-Mogłam cię tu nie zostawiać.
-Przestań.-usiadł i przytulił się do moich pleców.-Przytul mnie, to się ogrzeję.
Odwróciłam się i wtuliłam w niego. Zakrył nas kocem. Czułam jego charakterystyczny zapach. Drżał.
-Skarbie, koniec żartów. Zasuwaj do środka.-odepchnęłam go lekko. Wstałam, zdjęłam bluzę i podałam mu ją.-Zakładaj.
Posłusznie naciągnął ją na siebie. Narzuciłam mu koc na ramiona i powiedziałam:
-Zmiataj do domu. W tej chwili.
Wstał i pocałował mnie w czoło.
-Jesteś jeszcze śliczniejsza kiedy się złościsz.
-Nie złoszczę się. Po prostu nie chcę, żebyś był chory. Chodź.-pchnęłam go w kierunku wejścia.
-Idę, już idę.
Weszliśmy do środka.
-Idę do kuchni przygotować dla wszystkich porządne śniadanie i aspirynę. Idziesz ze mną, czy maszerujesz do łóżka?-zapytałam.
-Do łóżka? Bez ciebie? Absolutnie. Idę do kuchni.
-Ok. W łazience na dole leżą twoje czyste skarpetki. Załóż je.
Ruszył do holu. Już miał wchodzić do środka, ale zawołam:
-Albo nie. Chodź na górę.
Posłusznie poszedł za mną. Wygrzebałam mu ubranie i wepchnęłam do rąk.
-Szoruj się umyć i ubrać. Poczekam tutaj.
Kiedy zniknął za drzwiami westchnęłam i zaczęłam ogarniać pokój. Uporałam się z bałaganem kilka minut przed jego powrotem. Otworzył drzwi i podszedł do mnie.
-Jesteś aniołem.-objął mnie i przyciągnął do siebie.-Cudownym aniołem.-pocałował mnie w czoło i przytulił. Czułam jego nienaturalnie przyśpieszony i urywany oddech. Wiedziałam co taki oddech oznacza. Obym się myliła, pomyślałam.
-Yhym. Jasne. Starczy. Chodźmy przygotować śniadanie.-pociągnęłam go do drzwi.

*********************************************************************************
Siemacie ! . Jak samopoczucia ? Przepraszam, że tyle czekałyście, ale co najważniejsze : CHŁOPCY WYGRALI BRIT AWARD ! . Jestem z nich taka dumna ! . No po prostu aż nie wytrzymam ! Jak wam się podoba 30? Postaram się jeszcze dziś po południu albo jutro dodać kolejny. No i z tego szczęścia i dumy z naszych chłopaczków aż się wam pochwalę. 22.02.2012roku między godziną 9.30-10.00 na świat przyjdzie mój brat. Witamy w tym pieprzonym świecie, Maks.
Boys, we so proud of you. We love you so much and this award is from us for you. You had to win this, because you have a lot of  fans for which you mean a lot. Directioners will pass thousands of miles, will sail across seas and oceans, will pass mountains only for you. 1Dfamily is real, guys believe it. Remember it and don't forget ever.
To takie moje wynurzenie i podziękowanie dla chłopców. <3
Buźki i do nn-ki.
Lex. :*